|
Zapraszamy do zapoznania się z recenzją odcinka LA X. Zachęcamy także do komentowania.
Po tym jak w finale piątego sezonu nasze ekrany wypełniła biel, fani spekulowali, że dalsza fabuła może potoczyć się na dwa sposoby. Albo plan Faraday’a wypalił (i to dosłownie) i w szóstym sezonie zobaczymy rozbitków na pokładzie lotu 815, albo plan się nie udał i będziemy mieć do czynienia ze skutkami wybuchu. Byli też szaleńcy, którzy sugerowali trzecią możliwość – alternatywną rzeczywistość – ale szczerze mówiąc, nie sądziłem, że producenci obiorą tę drogę. Jak się jednak okazało, nie miałem racji. Wygląda na to, że przynajmniej przez jakiś czas będziemy równolegle oglądać dwie alternatywne rzeczywistości. To dość duże ryzyko ze strony Cuse’a i Lindelofa. Jednak biorąc pod uwagę pierwsze dwie godziny sezonu, można stwierdzić, że z pewnością się ono opłaciło.
Początek nie był jednak łatwy. Przez pierwszą godzinę ciężko nadążyć za wszystkimi informacjami, które płyną do nas z ekranu szerokim strumieniem. Samo pogodzenie się z faktem, że bohaterowie żyją teraz w dwóch osobnych rzeczywistościach to za mało. Wiele małych szczegółów mogło umknąć – zwłaszcza jeśli zestawimy je z wielkimi odkryciami takimi jak zatopiona Wyspa. Szkoda tylko, że ukazała się widzowi w dość żenujący, jak na obecne możliwości komputerów, sposób.
Pierwsze co rzuca się w oczy na pokładzie lotu 815 to dwie dość duże nieścisłości. Pierwsza to Desmond. Co robił w samolocie, nie wie chyba nawet obsługa lotu. Myślę, że wyciszenie jego wątków pod koniec piątego sezonu nie była przypadkowa – być może Hume jest "stałą" łączącą dwa światy. Druga to Shannon, a dokładniej jej brak. Ciekawy jestem jak z tego wybrną producenci, jeśli aktorka po prostu odrzuciła możliwość powrotu do serialu.
Ciekawe było także obserwowanie jak starzy znajomi odnajdują się nawzajem w innej rzeczywistości. Scena Kate i Sawyera w windzie jest tu najlepszym przykładem. Warto także wspomnieć o dialogu Johna z Jackiem, który przywołał wspaniałe momenty tych postaci we wcześniejszych sezonach.
Wydarzenia na Wyspie również przynoszą pewne zaskoczenie, jak to, że Juliet przeżyła wybuch. Pożegnanie dwójki kochanków, choć nieco przesłodzone, było ważne także z innego powodu: nastawiło Sawyera przeciwko Jackowi. Jeśli ktoś jeszcze pamięta czasy, kiedy ta dwójka się przyjaźniła, może o nich zapomnieć. To już nie wróci.
Odcinek nabrał jeszcze większego tempa, gdy bohaterowie trafili w końcu do Świątyni. Jednak powiem szczerze: pomieszanie Indiany Jonesa i Bruce’a Lee nie zrobiło na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Z ostatecznym werdyktem jeszcze jednak poczekam – w końcu LOST nigdy nie zawodził przy wprowadzaniu nowych i ważnych postaci.
Zmartwychwstanie Sayida również nie wypadło zbyt okazale. Zbyt częste najazdy kamery na leżące ciało zepsuły niespodziankę, ale oddać trzeba, że to dość mocny cliffhanger.
I na koniec prawdziwy smaczek: Czarny Dym. Miło w końcu jest poznać jego twarz i motyw działania – powrót do domu.
Podsumowując, mimo dość zagmatwanego początku, odcinek LA X nie rozczarowuje. Wręcz przeciwnie: zapowiada kolejne miesiące doskonałej rozrywki z Zagubionymi.
OCENA: 9/10
sFir, 06-02-2010 00:34 Od razu chce poprawic blad w opisie.Nie mamy doczynienia z ,alternatywna rzeczywistoscia, mamy 2 rownolegle linie czasowe,ktore maja ze soba duzo wspolnego.Wystarczy posluchac oficjalnego podcastu Damona i Carltona,ktorzy prosza i tlumacza widzom, ze nie ma zadnej \'alternatywnej rzeczywistosci, i zeby nawet nie uzywac slowa-alternatywna-wny. 2 linie czasowe,w jednej z nich lostowicze cos zrobia i wplynie to na druga linie i jej bieg. Ludzie pytaja sie dlaczego nie ma Eko,Michaela,Walta,Shannon-wlasnie wybuch bomby zmienil pewne rzeczy i osoby te wcale nie lecialy Oceanic 815.Kto wie moze dowiemy sie o ich losach pozniej. Odcinek fajny przygotowuje dopiero do klimatu 6 sezonu. Wielkie puzzle bez glownego obrazka,ktore ukladalismy przez 5 sezonow powoli nabieraja wyrazny ksztalt,a kazdy maly kawalek dopasowany wczesniej znalazl swoje miejsce.Obrazek powoli wyglada na caly.Jeszcze ten sezon i calosc sie wypelni. Pozdrawiam |
sejnovsky, 06-02-2010 09:39 No właśnie, też słyszałem takie głosy iż nie ma alternatywnej rzeczywistości Heh, naprawdę można się pogubić. |
Meadowcroft, 06-02-2010 10:49 \"I want to go home\" - uważam, że padło najważniejsze dotychczas zdanie. Natychmiast wpadła mi do głowy następująca teoria, która prawdę mówiąc niezupełnie mi się podoba i mam nadzieję, że się mylę. Oto potwór-czarny dym, a może chmura jakiś nano-elementów, POZAZIEMSKIEGO pochodzenia, obdarzona sztuczną inteligencją, zaawansowana na tyle, że może kontrolować materię i czasoprzestrzeń. Tysiace lat temu został w jakiś sposób zawleczony na Ziemię i znalazł się na jednej z wysp na Pacyfiku, która stała się Wyspą. Wszelkie anomalie z nią związane, skoki Wyspy w czasie i przestrzeni są skutkami nieudanych prób potwora na \"powrót do domu\". Co ma do tego egipska kultura na Wyspie, tego mój genialny umysł mi nie ukazał. |
JerY, 06-02-2010 11:18 no mozna mozna tylko ja teraaz czekam na opis bo nie ogladalem odcinka jeszcze ;p i chce przeczytac opis a odcinek se tak mysle jak wrzoca na servera to obejrze ;p |
peper17, 06-02-2010 11:25 Prawde mowiac pogubiłem sie z czarnym dymem. Na poczatku jego rola byla nieokreslona, Mowiono o nim ze to "system ochrony wyspy". Tak mowila przynajmniej Danielle. No i dym wychodzil spod murów światyni jakby faktycznie jej bronil. A tu nagle calkowita zmiana stron. Czrny Dym okazuje sie byc zly, chce dostac sie do swiatyni i pozabijac tam wszystkich... Scenarzysci chyba sami sie juz pogubili. tez mnie zastanawia czemu francuzka nie poznala Jina, skoro go poznala w mlodosci. kolejna niezgodnosc. jakby nie mogli wziac wtedy bohatera ktorego nie poznala w terazniejszosci. Te mieszanie z czasem to tylko dobra wymowka na to, ze sami juz nie wiedza o co chodzi, a tak zwane nierozwiazane tajemnice, to poprostu wpadki serialu, na ktore nie ma rozwiazania z czystej glupoty. |
peper17, 06-02-2010 12:24 Odnosnie artykułu,a własciwie pytania: Co robił Desmond w samolocie?, to odpowiedz jest banalnie prosta. Pamietajmy, że akcja toczy się w alternatywnej rzeczywistosci, po wybuchu i po zatonieciu wyspy. Skoro wyspa jest pod wodą, Desmond wybierający sie w wyprawę jachtem, nigdy na nią nie natrafil, gdyz byla pod woda. Tak wiec ukonczyl swoj rejs, zdobyl Penny czy Bog wie co tam chcial. A to ze znalazl sie na pokladzie samolotu to tylko czysty przypadek. Mozliwe ze lecial do Los Angeles w interesach czy co tam se chcial. Głównym pytaniem, jakie powinni se zadac widzowie, nie jest Co robił Desmond na pokładzie samolotu?, lecz CO ROBIŁA CLAIRE W LOS ANGELES? Z pierwszej rzeczywistosci, gdy samolot rozbil sie na wyspie, Claire leciala do LA by oddac dziecko do adopcji. A to tylko dlatego ze wrozbita jej kazal, bo wiedzial ze rozbije sie na wyspie, i nie bedzie mogla oddac dziecka. A skoro w alternatywnej rzeczywistosci, wyspy nie ma, nie mogła sie na niej rozbic, to po co do diabla leciala do Los Angeles. Rownie dobrze dziecko mogla oddac do adopcji w Australii. I to jest moi mili dobry pytanie i nowa zagadka serialu, a nie jakis tam Desmond, ktory jest troche główniejszym statystą serialu. Po za tym, wraz z poczatkiem 4 sezonu Lost, jakosc serialu bardzo spadla. I faktycznie, komputerowa wizja jaka przedstawili wraz z wyspa znajudjaca sie pod woda, była fatalnej jakosci, i z małą wyobraznia. Ale muzyka byla fajna |
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę się zalogować. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |